Ostatni wpis dodałem dość dawno temu i nie był o grach ani grafice komputerowej. Ten dodaję teraz, pewnie znowu okupiony długą przerwą o nim i znowu nie będzie ani o grach ani o grafice komputerowej. W życiu każdego studenta informatyki na Politechnice przychodzi czas, kiedy trzeba realizować pracę inżynierską. Znajdzie się również miejsce na wepchnięcie konieczności odbycia praktyk w jakiejś firmie bądź uczelni. I naprawdę zacną rzeczą jest połączyć te dwie rzeczy w jedną – nie dość, że praktyki spędza się na uczelni (-"Wiesz, pracuję na uczelni”, –“Oj, jakiś ty mądry…”), wśród znajomych twarzy, to jeszcze można umysłowo popracować nad czymś, co i tak trzeba by było robić w semestrze.
Ostatnio pisałem już o programie SDS (Software Development Studio), które działa pod patronatem zespołu Software Engineering w Instytucie Informatyki na Wydziale Informatyki Politechniki Poznańskiej (to już koniec litanii) i w którym chodzi o to, że studenci IV roku (specjalności magisterskiej SE) uczą się zarządzać zespołem niesfornych programistów, a studenci III roku (przyszli inżynierowie – my) uczą się być zarządzanym, jeszcze bardziej niesfornym, a przy okazji trochę się pośmiać i spróbować stworzyć jakiś ciekawy system, który może nawet będzie działał. Sęk w tym, że SDS często umożliwia studentom skorzystanie z jednego z pokojów uczelnianych, dzięki czemu możemy pracować wspólnie w tak zwanym war-roomie, a co za tym idzie – poznać smak prawdziwej pracy.
W związku z powyższym naszło mnie, aby podsumować pierwsze parę dni wspólnej egzystencji i (nie)pracy nad projektem, a także zawrzeć parę swoich uwag, które być może pomogą paru osób w tego typu sytuacjach lub dadzą do myślenia. Dlaczego piszę o (nie)pracy? To się wyjaśni. Choć większość z poniższych uwag to banały, znane każdemu z autopsji, bądź nietrudne do wyobrażenia sobie.
- Dostaliśmy komputery, działają, wszystko jest dobrze, za wyjątkiem jednej rzeczy, niestety niezbędnej, gdy nie ma się pojęcia o technologiach, a ponadto co chwilę trzeba ściągać biblioteki – nie ma dostępu do Internetu. Przynajmniej przez jakiś czas. W związku z tym, pomijając nasze laptopy z własnym, mobilnym, dostępem do neta (własnym, gdyż dla sieci uczelnianej również nie ma zasięgu w pokoju), nie mamy za bardzo możliwości przerabiania tutoriali i porad, które są zwykle w sieci. Dobrze, że zostaje nam praca umysłowa nad rozbudową schematu bazy danych czy algorytmami – zawsze jest spokój sumienia, że coś robimy. I satysfakcja.
- Tablica z pisakami i gąbką to bardzo dobra rzecz. Nie dość, że można na niej wyżyć się artystycznie, rozpisać różne przypadki algorytmiczne. Tablica zespala też zespół – wszyscy się przy niej produkują, wychodzi z tego istotny wkład i poczucie, że jesteśmy zespołem.
- Wróćmy do koncepcji “jesteśmy zespołem”. Jest to dużo ważniejsze niż nawet czterech najlepszych specjalistów z danych dziedzin współpracujących razem, ale nieczujących ze sobą chemii. Wolę wspólną walkę z problemami, wspieranie się, miłą atmosferę, aniżeli szybkie posuwanie się do przodu, ale w dość chłodnym lub neutralnym nastroju. Poczucie zespołowości sprawia, iż przyjemniej siedzi się w pokoju parę godzin dziennie. Nawet krótkie podjechanie z krzesłem do kolegi obok i zapytanie się “co tam robisz ciekawego?” jest potrzebne.
- Energia. Jestem wielkim miłośnikiem teorii o tym, że energia (w różnej postaci) powoduje, iż można zrobić wiele (jeśli nie wszystko), a ona sama pozwala lepiej się czuć. Kto ogląda Zaklinacza Psów, ten również często słyszy tam słowo “energia”, dzięki której można lepiej zrozumieć psy. W sporcie przed meczami odbywają się rytuały mające zmotywować graczy, podnieść poziom adrenaliny, a przez to nakłonić do lepszej gry i podtrzymania ducha zespołowości. Także w informatyce lepiej tworzy się projekt wiedząc, iż zespół stoi za nami murem, coś nam wychodzi (choćby mała rzecz), a może wyjść jeszcze więcej. Wtedy przebija się pozytywna energia. Tak samo działają wspólne żarty i rozmowy. Wystarczy, że ktoś zacznie rzucać piłką o ścianę, a już skacze adrenalina i rośnie energia. Zwłaszcza u osoby, która stoi na linii rzutu.
- Nie wolno zapominać o herbacie oraz gorących posiłkach. Na samych kanapkach trudno przeżyć parę godzin, podobnie jak na wodzie mineralnej. Choćby niezdrowa zupka z paczki sprawia, iż jesteśmy mniej senni. Podobnie jak przerwy spędzone na wyszukiwaniu ciekawych filmów na Youtube. A także oczywiście o partyjkach Magic: the Gathering.
- Wyżej rzeczona tablica może (a nawet powinna) stać się również tak zwanym radiatorem informacji, czyli miejscem, gdzie zapisywane byłyby postępy prac w danej iteracji lub uwagi, które wyniknęły w realizacji postawionych zadań. Nawet systemy śledzenia bugów nie wpływają aż tak motywująco jak widok kolejno odkreślonych zadań na tablicy. One mogą jedynie ułatwić pamiętanie o tym, co należy załatać, ale chwilowo nie ma na to czasu/możliwości/pomysłu.
Cóż, jak już wspomniałem, dla większości są to banały, ale mam nadzieję, że co jakiś czas będzie mi się udawać przemycić tutaj nieco swoich spostrzeżeń i porad, a być może nawet rozwiązań, które wyjdą same w trakcie powstawania projektu. Własny pokój jest o tyle świetnym rozwiązaniem, że ma się spokój, własne komputery i można się w pełni skupić na pracy. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy mają niestety takie możliwości, ale nie należy się tym przejmować – nawet na odległość sporo z powyższych uwag można zastosować w praktyce.
Pozdrawiam, dziękuję i do napisania – SceNtriC
Ps. Mam nadzieję, że nie odrzuciliście devbloga z RSS-ów tylko dlatego, iż dawno nie był aktualizowany. Przepraszam za brak konsekwencji, ale niestety – nie zawsze znajduję ciekawe tematy, aby pisać. A tych ciekawych tematów brak, bo uczelnia niestety narzuca swoje tempo.
2 komentarze:
war-room motywuje. Dzieki temu Twoj caly zespol sie nie obija.
I jeszcze jedną zaletą żywych tablic jest to, że o wiele łatwiej coś takiego zrealizować:
http://www.assembla.com/images/features/screenshots/cardwall-view-b.jpg
Prześlij komentarz