niedziela, 31 lipca 2011

Przywitanie gości, czyli znowu o inżynierii oprogramowania

Skończył się czwarty tydzień praktyk, a przez to skończyły się same praktyki. Czy to oznacza, że nie musimy już trzymać się rygoru przychodzenia codziennie o 8 rano? Tak. A czy oznacza też, że już nie pracujemy? Nie.

Pracować nadal trzeba, bo projekt jest nadal nieskończony, ale to akurat było w planie. Problem w tym, iż wydaje mi się, że prace idą odrobinę wolniej, niż to sobie zakładaliśmy – wniosek z tego taki, że trzeba będzie je przyspieszyć (elementarne, drogi Watsonie). I nie myśleć o pisaniu własnego Minecrafta (tak nas wzięło, gdyż w gruncie rzeczy większość obiektów w tej grze to po prostu sześciany, co banalnie łatwo przygotować).

Ostatni tydzień przyniósł też parę dyskusji o wykorzystaniu różnych dziwnych rozwiązań w projekcie – między innymi chyba trzeba będzie się zapoznać bliżej z sieciami neuronowymi oraz przypomnieć sobie założenia algorytmów genetycznych. Swoją drogą, jako człowiek – delikatnie mówiąc – nieprzepadający za biologią (nie twierdzę, że to nieużyteczna nauka, tylko strasznie pamięciowa) troszkę boję słysząc nazwy “algorytm genetyczny”, “sztuczny mózg” czy “do pierwszego starczy”. Wiem, że to niegroźne, ale brzmi strasznie biologicznie.

Prawdziwą atrakcją okazał się jednak zapowiedziany wcześniej najazd drugiej grupy z SDS. Tak się bowiem składa, że nasz pokój przeznaczony jest dla dwóch grup piszących różne inżynierki i widać, że będzie trzeba troszkę się skondensować, aby się pomieścić choć pokój jest dość duży. Cóż, z tego co mi wiadomo, będziemy się na razie raczej mijać aniżeli siedzieć razem, zatem nie powinno być tak źle. Na razie.

Nie zapominajmy też, że są wakacje, a wakacje oznaczają odpoczynek (czyli więcej czasu na zajęcie się MTG czy futbolem, bo NBA chwilowo ma lokaut (a w NFL się skończył parę dni temu)). Nie będziemy zatem teraz ciągle siedzieć w pracy, co sprawia, że będziemy tam chodzić po to, aby rzeczywiście pracować pełną parą, gdy tylko tego będziemy chcieli lub będziemy czuć wenę. A zostało jeszcze sporo do zrobienia.

Z innej beczki – osoby, które mnie znają, wiedzą, iż nie przepadam za serwisami typu Facebook, które skupiają sporą liczbę użytkowników różnej maści, którzy to w mniejszym czy większym stopniu udostępniają informacje, których w normalnych warunkach nikomu by nie przekazali. Doszło do takiego paradoksu, że na wszystkie spotkania czy zgromadzenia ludzie umawiają się na Facebooku, “bo wszyscy tam siedzą”. A guzik prawda, posiadanie tam konta nie jest obowiązkiem. Nie twierdzę, że to nieprzydatne, ale w granicach rozsądku. Za to, jak pewnie też już wiecie, Google wypuściło do szerszego użytkowania testową wersję serwisu Google+, który również ma być portalem społecznościowym o nieco większym bezpieczeństwie i braku inwazyjności. Nie ukrywam – skusiłem się, zwłaszcza, że lubię googlowe narzędzia i choć na razie niewiele się na tym serwisie dzieje, to fajnie jest sobie tam siedzieć od czasu do czasu. Zamierzam tam głównie rozwijać nieco tę magicową część mojego żywota, a zatem troszkę łączyć użytkowników karciankowego działu Poltera oraz innych Magicowców. Od czasu do czasu umieszczę też dziwne notki związane z programowaniem. O ile mi starczy cierpliwości. I serwis nie padnie. I mi się będzie chciało.

Pozdrawiam i dziękuję - SceNtriC

0 komentarze: