Sporo się u mnie teraz dzieje, aczkolwiek nie jest to raczej aktywność, jakiej bym pragnął. Pierwsze kolokwia, projekt, zadania do policzenia, drugi projekt... Kupa roboty. Przy Yeście też nie grzebałem, aczkolwiek jak mnie weźmie ochota, to nic mnie nie odciągnie, aby popróbować z następnym efektem. A mam już coś ciekawego na oku.Fakt jednak, że ostatnio postanowiłem zaszaleć. Oczywiście, zaszaleć w iście informatyczny sposób - w końcu, nie od dziś wiadomo, że jeśli ktoś czeka, aż przekonam się do imprezowego stylu życia, to równie dobrze może oczekiwać na Duke Nukem Forever i jeszcze odleglejsze wydarzenia (słowem - srodze się zawiedzie [a przy okazji mamy tutaj przykład niestrawnego zdania wielokrotnie złożonego]). Tak czy inaczej, pochylony w Empiku nad stoiskiem z grami, rozpocząłem debatę z przyjaciółką Martusią (pozdrawiam serdecznie) odnośnie tego, czy kupno Perły Polskiego Gamedevu (w skrócie: PPG) nie osłabi mojej motywacji odnośnie pracy na studiach. Debata bardzo szybko się skończyła, ustępując żelaznemu uporowi towarzyszki, a także mojej "chcicy" posiadania czarnego pudełeczka za 79,90 zł. I kupiłem. Co? Wiedźmina - Edycję Rozszerzoną.
Gry oczywiście jeszcze nie przeszedłem (nie mam takiego zamiaru, ażeby szybko to uczynić), jednak ideą notki jest przekazanie pierwszych wrażeń z rozgrywki tego bardzo oczekiwanego dziecka CD-Projekt Red Studio (przy okazji - pozdrowienia dla całego zespołu). Muszę też przyznać, że najnowsze cRPG-i w jakie przyszło mi grać, to Wielka Trójca z 2002 roku, czyli Icewind Dale II, The Elder Scrolls III: Morrowind oraz Neverwinter Nights. Swoją drogą, każda z tych produkcji miała coś w sobie wyjątkowego - zwłaszcza "Morrek" (chociażby system rozwoju bohatera, który mi się cholernie podoba [inspirujące dla powstającego wówczas szkieletu systemu RPG dla niedoszłej gry], a także perspektywa pierwszej osoby) i "Newerek" (ukochane zasady DnD). Dlaczego o tym piszę? Żeby usprawiedliwić się, jeśli coś za bardzo będzie mi się podobało w Wiedźminie. Po prostu nie znam nowszych standardów gier z gatunku cRPG.
Po powrocie do domu, otwarciu pudełka, obejrzeniu zawartości (pełno płyt, mapka, poradnik do gry, opowiadanie imć Sapkowskiego,...) i zainstalowaniu, moim oczom ukazało się ładne intro i jeszcze ładniejsze menu główne... Uch, ale pewnie nie chcecie o tym czytać. W takim razie postaram się nieco to streścić w punktach.
1. Grafika jest świetna. Przynajmniej cut-scenki robią wrażenie, a także woda. Zdaję sobie sprawę, iż to nie jest mistrzostwo świata i że podobne rzeczy widać u konkurencji, ale ważne, że nie w żaden sposób nie odbiegamy od niej. Jest też pewny drobny fakt - musiałem zmniejszyć detale, gdyż konfiguracja Core Duo 2.4 GHz + 3 GB RAM + GeForce 9300M G niezbyt przychylnym okiem spojrzała na konieczność wyświetlania wszystkich cudów-niewidów na ekranie mojego laptopa. Nie wiem zatem również, jak się prezentuje gra na najwyższych detalach, ale podejrzewam, iż punkt ten opływałby wtedy w zachwyty. Choć do Crysisa chyba daleko.
2. System rozwoju postaci. Mamy możliwość (nawet konieczność) grania Naczelnym Bohaterem Prozy Sapkowskiego, Której Autor Notki Nie Czytał Nigdy, Gdyż Nie Miał Okazji Ani Ochoty (A Sam Jest Wyznawcą Pratchetta [I Ostatnio Przeczytał "Zbrojnych", Która To Książka Jest Dobra Niczym Groszek Z Majonezem]) (w skrócie - NBPS,KANNCN,GNMOAO(ASJWP[IOP"Z",KTKJDNGZM]) - podobny efekt można osiągnąć wpuszczając dowolne zwierzę futerkowe lub niefuterkowe na klawiaturę. No, może z wyjątkiem większych stworzeń w stylu słonia). Co poziom zdobywamy pewną ilość punktów brązowych, srebrnych i/lub złotych, które tylko czekają, aż je rozdysponujemy na interesujące nas talenty podzielone na wiele typów. Ogólnie przyznam, iż nie jest to styl, który szczególnie uwielbiam - dla mnie ideałem jest jasny podział na klasy z równie jasnym drzewkiem umiejętności dla każdej profesji (wypisz, wymaluj - Diablo II). Oczywiście, nie sposób odmówić Wiedźminowi przejrzystości pod tym względem - choć gdzieś brakuje mi też informacji o tym, jakie bonusy na danę chwilę posiadam (albo nie umiem szukać).
3. Walka. Wiąże się ona z opanowaniem wiedźmińskich szkół sztuki walki mieczem, których jest trzy - styl silny, szybki oraz grupowy. Wszystkie rodzaje są dostępne zarówno dla stalowego miecza (dobrego na humanoidy) oraz srebrnego (użytecznego na potwory). Jest też wprawdzie możliwość walki orężem w rodzaju siekiery czy sztyletu, ale ani razu z tego nie skorzystałem - satysfakcja z machania silnym mieczykiem może być chyba tylko przyrównana do radości z cięcia pulsującym mieczem świetlnym ze Starego Warsa. Nieźle też rozwiązano ciosy specjalne - po udanej serii uderzeń, na chwilę pojawia się ikonka z płonącym mieczem, co oznacza (jeśli zdążymy kliknąć) wyprowadzenie "zuej i mhrocznej" kombinacji zniewalajacych ciosów, gdzie wrogowie patrzą tępym wzrokiem jakby byli na wiecu przedwyborczym. Jedyne, co mi się nie podoba, to automatyczne chowanie przez bohatera broni po końcu aktualnej walki czy podniesieniu przedmiotu - ponowne wyjęcie oręża trwa troszkę czasu, a jego zawsze jest mało, gdy nadchodzą potwory z jedynym słusznym okrzykiem bojowym, czyli "aaaaa"!.
4. Magia. Reprezentowana ona jest tutaj za pomocą mechanizmu Znaków, które dodatkowo mogą być ulepszane za pomocą talentów. Niestety, nie wypowiem się tutaj zbyt gwałtownie, gdyż na maga się raczej nie nadaję...
5. Akcja i fabuła. Największa zaleta Wiedźmina. To miasto żyje! Ludzie wychodzą do pracy o 9 rano, wracają również o określnych porach i rzeczywiście pracują - nie porozmawiamy z Shani o sprawach prywatnych w momencie, kiedy zajmuje się ona chorymi w Szpitalu Lebiody. Nie ma też co marzyć o spotkaniu wieczorem naszego przyjaciela Zoltana na ulicach miasta Wyzimy - w końcu komu by się chciało spacerować o trzeciej w nocy, gdy niedaleko grasują bandyci (no dobrze, Geralt się nie liczy)? Sama akcja też jest bardzo dynamiczna i przede wszystkim - wątki się zazębiają. Można się pogubić w zadaniach, które w większości się na siebie nakładają, ale tworzą przy tym logiczną i harmoniczną całość. Wielkie brawa dla zespołu projektowego. Jedyne co mnie denerwuje, to konieczność upojenia się alkoholem w niektórych fragmentach gry (i mówię to jaki maniakalny abstynent, więc nie bierzcie tego tak bardzo do serca).
Cóż, mogę tylko polecić Wiedźmina. Być może to samo co on, a nawet więcej oferują inne współczesne produkcje, ale to Wiedźmak jest polski, nasz i konsultowany z pisarzem, którego spora część fantastów uwielbia. Niezręcznie mi też mówić za dużo, skoro tak naprawdę jestem dopiero u początku rozgrywki. Dlatego też nie mówię, iż ten artykuł nie doczeka się ciągu dalszego.
Pozdrawiam i dziękuję - SceNtriC.
0 komentarze:
Prześlij komentarz